Opublikowano w: Relacje |
11 lipca 2008 roku odbył się wernisaż wystawy Joanny Gugały (rzeźba) i Marty Tomaszewskiej (malarstwo).
11 lipca 2008 roku odbył się wernisaż wystawy Joanny Gugały (rzeźba) i Marty Tomaszewskiej (malarstwo).
Kiedy mowa o sztuce, słowo naśladownictwo może wzbudzać w nas dość niejednoznaczne emocje. Mówi się oczywiście o naśladowaniu dobrych i szlachetnych wzorców czy postaw, ale z drugiej strony wielu z nas myśli, że dzieło naśladujące coś, co istniało wcześniej jest pozbawione istotnej wartości i, pozytywnie rozumianej, twórczej autonomii. Negatywny stosunek wobec artystycznego naśladownictwa, tak charakterystyczny dla XX-wiecznych postaw awangardowych, obecnie nie powinien jednak przesądzać o naszym negatywnym stosunku wobec dzieł, które zapożyczają, cytują, czy też, wbrew awangardowym nakazom oryginalności, powtarzają dawne motywy, style czy też inne „wizualne” rozwiązania i preferencje.
Wbrew powszechnym uprzedzeniom wobec kwestii naśladownictwa w sztuce, możemy obecnie zauważyć sytuacje, kiedy współczesne realizacje z kręgu sztuk wizualnych, w bardzo dosłowny sposób powielają wcześniejsze wzorce, choćby na zasadzie wspominanego już kopiowania określonych motywów czy elementów, stając się jednocześnie bardzo ciekawymi i godnymi uwagi wypowiedziami twórczymi. Dzisiaj, po tak wielu przewartościowaniach i rewizjach, jakie dokonały się w swoim czasie w obrębie postmodernistycznej przemiany, nie tyle kwestia samego naśladownictwa, pozbawiającego dzieło absolutnej oryginalności formy, decyduje o jego wartości, czy też raczej jej braku. Wszystko zależy tu bowiem od osobowości artysty, rangi jego twórczej koncepcji, czy też potencjalnych treści i refleksji, jakie jego dzieło może uaktywniać u grona swoich odbiorców.
Jako teoretyk sztuki i artysta jestem głęboko przekonany o prawdziwości tych słów. Wiele moich własnych prac rzeźbiarskich bardzo często odnosiło się i odnosi się nadal do tak pojmowanego stosunku wobec kwestii naśladownictwa. W 2006 roku stworzyłem na przykład bardzo ważną dla mojej twórczości realizację rzeźbiarską zatytułowaną „Anámnēsis?”. Była ona zbudowana z dwóch, zasadniczych części, które w moim zamierzeniu miały ze sobą toczyć swoisty dialog. Pierwsza z nich to gipsowe kopie antycznej kobiecej głowy, ułożone w odpowiednim porządku na białym ekranie, umieszczonym na płaszczyźnie podłogi galeryjnego wnętrza. Druga z kolei, to cyfrowa animacja, która przedstawiała ten sam grecki wizerunek, tym razem jednak o zmienionej barwie z białej na woskowo-cielisty odcień koloru. Wizerunek ten nieustannie zmieniał swą ostrość, w pewnym sensie „oddychał”. Wrażenie to starałem się podkreślić, dołączając do cyfrowo uzyskanego obrazu dźwięk kobiecego oddechu. Istotny był tu również podpis-inskrypcja „Anámnēsis?”, który stawał się także tytułem całej mej realizacji. (czytaj cały artykuł)