Uwielbiam filmy sci-fi i takiej superprodukcji nie mógłbym przegapić. Chciałem się wybrać już wcześniej, ale w weekendy wszystkie dobre miejsca są zarezerwowane długo wcześniej i droższe. Wczoraj w przedsprzedaży kupiłem bilety po 20 zł na Avatar 3d i dzisiaj byliśmy z Elwirą.
Pierwsze wrażenie zrobił na mnie efekt 3d, pierwszy raz widziałem 3d na dużym ekranie i już podczas reklam byłem zszokowany. Właśnie, trochę za dużo reklam – dokładnie 15. minutami reklam uraczył nas Helios. Film się rozpoczął bardzo szybko, wstęp dosłownie symboliczny, umarł brat-bliźniak głównego bohatera i on (sparaliżowany weteran marines) ma szansę go zastąpić. Na początku lecą 5 lat na planetę Pandora, oczywiście w stanie hibernacji.
Kiedy zaczęli wszystkich wybudzać ich statek kosmiczny był jeszcze w stanie nieważkości, wszystko się kręciło, jeszcze po hibernacji, powinni czuć się jak po omdleniu, więc mi się od razu zrobiło słabo. Efekty super i 3d działa jak by się tam było. Zaraz po przybyciu na Pandorę, dowiadujemy się co to jest ten Avatar – stwór zmutowany z genów obcej rasy na’vi z genami ludzkimi, którym steruje się jak w matrixie, czyli człowiek połączony poprzez komputer steruje postacią Avatara jakby nim był.
Rasa na’vi jest generalnie podobna do ludzi, ale prawie dwa razy wyższa, niebieska i mają ogony. Najbardziej istotną różnicą jest “wtyczka” na końcu niby warkocza. Ta “wtyczka” to specjalne zakończenia neuronów, występujące u tutejszych ludzi, koni, ptaków, drzew, które pozwalają na bezpośrednią więź miedzy tymi wszystkimi istotami. Drzewa to tutejsze twarde dyski, przechowują wszystkie informacje, jakie się do nich podłączy, fajnie, pewnie nie ściął byś drzewa, które miałoby zapisane głosy i myśli twoich rodziców, dziadków, dzieci. A ludzie przybyli na Pandorę zapragnęli zrównać z ziemią kawałek lasu, gdzie mieszkali na’vi.
Nasz główny bohater Jake Sully pod postacią Avatara wraz z panią doktor i kilkoma znajomymi staje po stronie słabszych technicznie na’vi. Rozpoczyna się wojna, którą wygrywa nasz bohater. Oczywiście warto zobaczyć, szczególnie polecam wersję 3d. Efekty zapierają dech w piersiach, ma się wrażenie jakby się tam było, no i ten baśniowy świat, egzotyczne postacie, latające góry, dzikie bestie, hamaki na drzewach, latanie wierzchem na ptaku, itp. To nie może się nie podobać.
![]()
Refleksje: Lud na’vi bardzo przypomina Indian, ta myśl złapała mnie prawie od razu jak Jake wkroczył do ich świata. Podobnie przysłuchują się przyrodzie, co mówią drzewa, mają konie, dodatkowo mają ptaki do latania, używają łuków, noży, mają te niby warkocze. Polują tylko dla jedzenia, chodzą prawie goli, lubią koraliki. To wszystko przypomina Indian i stawiamy sobie pytanie, co byłoby gdybyśmy Amerykę odkryli dopiero dzisiaj? Czy tak samo wytępilibyśmy Indian? Jeśli na ich ziemii znalazłby się surowiec, który chcemy, to TAK. To się właśnie dzieje w Iraku. Wstyd za homosapiens, ale kto z nas odmówi dzisiejszego komfortu, aby żyć w zgodzie z naturą? A jak ropa się skończy, to może i wyślemy statki kosmiczne po jakieś nowe surowce, kto wie, może i gdzieś tam w kosmosie żyją takie miłe i nieskalane istoty, które internet mają w niby warkoczach i podpinają się do pierwszego lepszego drzewa… My tu musimy palić ropę, wojować i kłamać. A jak ktoś się nie podzieli złożami, to zmusimy. Czy jest jakieś wyjście???








Opublikowano w
Słówka:
Możecie zagłosować na mojego bloga http://www.blogroku.pl/red1,gw5q6,blog.html
wysyłając SMSa na nr 7144 o treści A00295
Co tam? Nikt z Was nie oglądał? Chciałem dodać jeszcze jedno. Ostatnio robią filmy w kilku częściach, aby zgarnąć kilka razy kasę za bilet. Z AVATARem tak się nie dzieje. Oglądasz, czujesz, że jest super, myślisz, że zaraz się skończy i powiedzą “wkrótce ciąg dalszy”. Ale nie, tutaj film trwa dalej, aż do końca – około 3 godzin. SUPER!
Porównanie do indian ciekawe. Ale indianom konie przywieźli dopiero biali
Oglądałam, efekty super, ale za dużo przemocy. Może to nowe “kino” ale ja jestem zbyt tradycjonalistka. Wystarczy “tego oglądania” na jakiś czas.
Fabuła podobna jest do Pocahontas? http://www.joemonster.org/art/13127/Co_laczy_Avatara_i_Pocahontas_
Film Świetny!
Filip indianie w Ameryce Północnej chyba mieli konie już wcześniej na prerjach.
Co do indian to powiem coś podobnego.
To co jest w tym filmie aktualnie dzieje się w puszczach Amazonii i innych puszczach równikowych (polecam książki Cejrowskiego).
My już niszczymy podobne cywilizacje tylko, że u nas na Ziemi.
Co do przemocy to nie było tak źle. Są o wiele gorsze filmu.
Wydaje mi się, że tu nie była ona wyolbrzymiona jak się obecnie dzieje.
Faktycznie chyba koni nie mieli do przybycia białego człowieka. Ale mimo rozwoju mediów, które atakują nas na codzień błachymi sprawami wyolbrzymiając je do rozmiarów katastrofy, a ważne rzeczy, które mają/mogą mieć wpływ na istnienie ludzkości są przemilczane, albo podawane na Planete jako ciekawostki.