Zawsze po kupnie “idealnego” samochodu pojawiają się coraz to nowe usterki. Tak też stało się z moim “nowym” Nissanem Primera. Po podstawowych czynnościach (wymiana oleju i kilku pierdół) zdechł akumulator, potem drugi – okazało się, że alternator się popsuł. Naprawił mi pewnien spec od elektryki. Ale przedwczoraj ukręciła się lewa półoś napędowa – takie rzeczy przytrafiają się podczas sportowej jazdy, kiedy silnik jest zbyt mocny od reszty konstrukcji oraz… w Nissanach Primerach p10 – wada konstrukcyjna. Zawsze w takich momentach zastanawiam się, jak to jest, że poprzedniemu właścicielowi się nie zdążyło popsuć, a mi od razu. Na fotkach urwana oś i mój ulubiony mistrz mechaniki pojazdowej.

Dochodzę do wniosku, że samochody mają zdecydowanie za dużo elementów, które mogą się popsuć. Gdyby wybrać trzy podstawowe modele: van, kombi, i miejskie mikro, i z czasem doprowadzić je do perfekcji. Ja bym wybrał Pontiaca Trans Sport jako vana, z kombi Opel Omega, albo Volvo 850, a mikro Smart For Two. Gdyby producenci skupili się na dopracowywaniu szczegółów, to mielibyśmy idealne samochody, jeżdżące 20 lat bez śladów zużycia, super bezpiecznych, palących do 4 litrów paliwa i tanich jak para butów. Minusem jest, że wszystkie byłyby takie same, ale można by bawić się kolorami i dodatkami.
Oczywiście to co byłoby dobre dla ludzkości, jest niekorzystne dla garstki chciwych inwestorów. Teraz podniesie się lament, że na konstruowaniu i produkcji aut opiera się spora część światowych gospodarek, itp. Ale gdyby nie to, pracowaliby nad czymś innym, może bardziej przydatnym, np. pozyskiwaniem energii ze słońca, produkcją bardziej wydajnych silników, budową ekologicznych domów.
Wczoraj, jak co roku, zawsze 1 kwietnia, obchodziłem urodziny. Cały dzień pracowałem przy produkcji filmu, a to spora przyjemność, jak prezent urodzinowy
Za otrzymane życzenia serdecznie wszystkim dziękuje, mimo trudności w dodzwonieniu się.